piątek, 16 czerwca 2017

Nowa praca czyli "Medical Sensus" trochę od kuchni



Dla niektórych nowa praca to nowa rutyna lub nowe wyzwania. Chyba jestem mentalną starowinką ale nie szukam ani tego ani tego.  Nowa praca zwłaszcza na kuchni do której obiecałam sobie jeszcze kilka miesięcy wcześniej, że już nie wrócę ma dawać mi lotność i poczucie, że dzieje się coś dobrego w moim życiu. Bez tego nie ruszam nawet wykałaczki. Jeśli ten warunek jest spełniony idę o krok dalej. Wiedza wyniesiona z pracy ma mieć tendencję zwyżkową. Nie uczę się - nie robię, nie tworzę, umieram zakopana w kuchennych odpadkach i odliczam minuty do wyjścia bezpowrotnego.

Trzynaście lat w gastronomii nauczyło mnie, żeby robić swoje najlepiej jak się da, a jak się nie da szukać dalej swojego miejsca. 

Po czteromiesięcznym dole twórczym i zawodowym znalazłam coś dla siebie i mimo częstego tam zamieszania i nerwówki jakoś się odnalazłam. Zostały spełnione dwa pierwsze warunki, więc podjęłam rękawice. Będę się dalej uczyć i kształcić w tym zawodzie poszerzając go o żywienie w dietach, bo to specyfika tej akurat kuchni z czego jestem bardzo zadowolona.



Kuchnia "Medical Sensus" w Polanicy Zdrój jest zupełnie inna niż wszystkie jakie znam pod względem organizacyjnym. W sumie to osobowościowy dom wariatów ale nie znam gastronomii w której nie pracowaliby wariaci. Sama w niej pracuję , więc wiem jaki to koktajl umysłowy. 



Restaurację tą wyróżnia jej ideologia , która uważam , że w niedalekiej przyszłości nabierze rozpędu i podbije serca niejednej osoby ceniącej sobie swoje zdrowie. Nowatorski pomysł kuchni mikrobiotycznej ma dla mnie ogromny sens i potencjał z jakim się nigdy nie spotkałam w żadnej kuchni, więc mogę śmiało uznać ,że znalazłam miejsce dla siebie, a to poważne wyznanie po latach poszukiwań. 


 W związku z tym zaczęłam tworzyć sobie na rozgrzewkę dietetyczne dania i przekąski , na które pomysły przychodzą mi same w trakcie ich przygotowania. To chyba efekt siedzenia w domu z daleka od kuchni. Chcę jednak więcej i więcej tworzenia, bo pomysły nie mieszczą mi się już w zeszytach (tak piszę w zeszycie, bo jestem staroświecka). 



Pierwszy etap przywykania do nowych warunków pracy mam za sobą . Pora na przelanie odrobiny swojej duszy w te cztery kuchenne kąty. Nie ma wiele spraw, które dają mi taką radość jak pasja gotowania , więc poczucie spełnienia jest podstawą i  życzę tego każdemu kucharzowi który kocha to co robi. 



Chętnie podejmę współpracę na zasadzie wymiany doświadczeń z zakresu żywienia bio , diet i bezglutenowego stylu życia z kucharzami lub blogerami !



Uściski !
Katarzyna Soczyńska






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za dodanie komentarza. Trafił on do sprawdzenia. Pojawi się na blogu niezwłocznie :)